IMG_5178-1

Wielkanoc w Mediolanie

Hej, co robisz na święta wielkanocne????

Dostaję wiadomość od Ani. Co to za pytanie??? To co wszyscy ludzie, tylko bez chodzenia do kościoła i modlenia się. A nie masz ochoty wybrać się ze mną do Mediolanu??? Wiesz co? Niech no się zastanowię, bardzo ciekawe rzeczy opowiadasz.

Ale że jak????

Do tej pory było dla mnie oczywistą oczywistością. Święta wielkanocne spędza się w domu. Wraca nad ranem z pijaństwa, na wieczór znów poprawia. Z tym, że moje życie ostatnimi czasy wygląda z goła inaczej. Więcej biegania i podróżowania niż pijaństwa. Choć te rzeczy da się też połączyć. 23 Marca przyleciałem z Amsterdamu by 30 znów lecieć, tym razem w nieznane. Mam na myśli to, że sam nigdy na ten krok bym się nie odważył, nie pomyślał że jest to do zrobienia. Był to jeden z moich pomysłów odłożonych na nigdy.

Ania przyjechała do mnie dzień wcześniej i  rano ruszyliśmy z Monachium, gdzie przy kontroli zostałem okradziony z moich perfum, bo zawierały 15ml więcej. Zrobiłem z nimi 10 tysięcy kilometrów samolotem i akurat smutny Pan na lotnisku w święta Wielkanocne postanowił mi uczynić tego zaszczytu. Lotnisko w Amsterdamie mnie wypuściło z nimi, a akurat w Monachium, skąd już leciałem 5 razy….. Nie zgodziłem się na oddanie, wyszedłem z kolejki podarowałem je ochroniarzowi, ucieszył się, a mi było mniej przykro. Na domiar złego, w samolocie zostawiłem jeszcze oryginalne wydanie „Hollywood” Bukowskiego.

Najlepiej się to nie zaczęło, w godzinę dotarliśmy do centrum Mediolanu, gdzie przedostaliśmy się do hostelu, który tak między nami był całkiem niezły. Zostawiliśmy rzeczy w przechowalni i ruszyliśmy na miasto.

Od tego momentu układa się wszystko dobrze. Mam aparat, mam modelkę, która chętnie pozuje, włoska kawa, pizza. Przypomina wam to coś? Bynajmniej nie Wielkanoc, która miała nadejść lada dzień. My, zamiast być w amoku świątecznym, marnujemy w całkiem przyjemny sposób czas, kręcąc się w okolicach Katedry Doumo, co też dokumentujemy za pomocą selfie na insta

Katedra w Mediolanie

W ten czas Mediolan okazał się pełny po brzegi, w świetnych nastrojach demonstruje Ani moje tricki na sprzedawców ulicznych. Np. Temu fotografowi próbujemy sprzedać zdjęcia.

Katedra w Mediolanie

Poza typu, wynoś się z mojego rewiru GNOJU. Jak bym miał podpisać to zdjęcie, tak bym je nazwał. Mediolan w centrum jest naprawdę uroczym miejscem, w centrum oczywiście, bo na uboczach, gdzie mieścił się nasz hostel nie było tak przyjaźnie.

Będąc w Mediolanie nie możemy zapomnieć o wizycie w galerii handlowej. My mieliśmy ogromnego pecha, wszystkie terminy naszych ulubionych marek premium, były wyprzedane i ani ja nic nie kupiłem od Armaniego, ani Ania nie doczekała się Gucci, choć taki śliczny płaszczyk za jedyne 15 tysięcy euro wpadł jej w oko. Nie ważne, jeszcze się obkupimy. Galeria, to chyba po katedrze drugie charakterystyczne miejsce, w środku jak i na zewnątrz.

41731790_270898256881520_3459590371607052288_n.jpg

Katedra w Mediolanie

Tyle samo czasu poświęciłem na podziwianie galerii jak i na obserwacji ludzi, którzy przyszli tu w celach zakupowych, niezapomniany widok. Siadamy na ławce, zachwycając się zaistniałą sytuacją, a ja odkrywam, że Mediolan jest naprawdę wdzięcznym miejscem do fotografowania.

Mediolan

Kolejne zdjęcie nosi tytuł : Fotograf w pracy na święta. Ten o to Pan, spędził 40 minut w poszukiwaniu dobrego zdjęcia tramwaju. Ja, z świeżo przywiezionym 50mm f1.8 z Amsterdamu, przypadkowo pstrykam zdjęcie. On naprawdę był cały czas taki smutny.

Mediolan

To był 30 Marca – tak właśnie wyglądały nasze przygotowania do świąt, do końca dnia kręciliśmy się bez większego sensu po centrum. Jeszcze kilka fotek na koniec.

Mediolan

Mediolan

20171110014849_IMG_2463
Włosi bywają dokładni
A teraz coś co chętnie się przemilcza podróżując
IMG_2476
Pierwsze kroki w Mediolanie

IMG_2481

W taki właśnie sposób minął nam Wielki Piątek. Wielka Sobota, wyglądała raczej podobnie, różniły się tylko miejsca w których przebywaliśmy.

Wielka Niedziela

nad jeziorem Como była strzałem w dziesiątkę! Po wielogodzinnych kłótniach oraz przemocy (w tym przypadku hostelowej) nie doszliśmy do porozumienia, ale jednak ruszyliśmy w niedziele pierwszym pociągiem nad jezioro Como, do miejscowości Como. Anna nie potrafiła zrozumieć czemu, chcę jak jakiś chory typ wstawać o godzinie 6 po to by o 8 być już na miejscu. Początkowo był to żart, wywołany sobotnim winem, ale przerażenie na twarzy Ani, po tym jak w żartach zaproponowałem pobudkę o godzinie 6 rano. No mogłem się wycofać z tego żartu, ale jednak tego nie zrobiłem. Pół Soboty się droczyliśmy o to, kiedy zaproponowałem, że możemy jechać osobno i że nie ona nie musi się śpieszyć, została namówiona. Teraz sprawdzimy czy Ania czyta, jeśli za jakieś pół roku blog przestanie żyć, to znaczy, że Anna która przybywa teraz w Ameryce Południowej, zaraz po powrocie postanowiła mi urwać głowę. 😀 Odliczanie! Czas, Start!

W niecałą godzinę, udało nam się dotrzeć, do miasteczka o nazwie Como, ależ to było cudowne. Piękny słoneczny poranek, delikatny chłód, absolutna cisza. Było kilka minut po godzinie 8, wszystko zamknięte, brak żywej duszy. Namierzyliśmy kościół, w którym wierząca połowa naszej wycieczki miała udać się na mszę, następnie popędziliśmy nad jeziorko poszukać Wallego (To taki żart primaaprilisowy od google).Jezioro Como

Śniadanie nie było wyjątkowe, zjedliśmy po toście, wypiliśmy po kawie ja odbyłem krótką video rozmowę z rodzinką. Anna poszła do kościoła, ja postanowiłem pospacerować dookoła jeziora. Dotarłem do dworca autobusowego i mnie zamurowało.

Okazało się, że jest tu połowa świata

Założę się, że z 30 różnych nacji bym znalazł w mgnieniu oka. Ludzie tak faktycznie robią. O ile w Mediolanie, stolicy mody, lansu, blichtru i innych trudnych słów, nie dziwiło to. To tutaj było od razu widać, że całe rodziny spędzają święta po drugiej stronie globu właśnie w ten sposób. Zamurowało mnie. Czas, który Ania spędziła w kościele, ja spacerowałem dookoła jeziorka, patrząc za pomysłami na fajne zdjęcia. Po półtorej godziny Como wyglądało jak w sezonie.

Jezioro Como
Jezioro Como
Monte Rosa
Monte Rosa

Wszystko pootwierane, temperatura zaczęła dochodzić do 20 stopni. Postanowiliśmy udać się kolejką nad jezioro, gdzie rozprzestrzeniał się widok na masyw Monte Rosa oraz piękna panorama na jezioro Como. Urządziliśmy sobie tutaj delikatny treking przez z las, błądząc po tajemnych zakamarkach odkrywając co chwilę jakąś wieżyczkę lub knajpkę na końcu świata. Schodząc na dół nasz spór o bezsensownie wstawanie rano, przechylał się na moją szalę. Mieliśmy godzinę 12 za sobą wycieczkę pieszą na odpowiednik Śnieżki, puste żołądki i cały dzień przed sobą. Zjechaliśmy na dół i opalaliśmy się we włoskim słońcu do samego wieczora, widząc zdjęcia z Polski, aż mi się smutno zrobiło, u nas do słońca można było się zgrzać. Siedzieliśmy sobie w knajpce, zamawiając to co godzinę jakieś dziwne kolorowe napoje, by dostać do nich przekąskę, jeździliśmy na rowerku wodnym, miałem przez chwile wrażenie, że pojechaliśmy na kolonie dla dorosłych.

Jezioro Como

IMG_5069.jpg
Z dachu katedry

o 20 godzinie tak się ochłodziło, że postanowiliśmy założyć bluzę, zbliżał się czas powrotu do Mediolanu. Teraz uwaga!!! Z pociągami było jak z budowaniem dróg w Polsce, krótko mówiąc, nie szło im to za bardzo. Pociąg mieliśmy mieć za 5 minut, przyszło nam czekać 7 minut i jeszcze dodatkowe 3 godziny, podczas których odwołano 7 nadchodzących lada chwila pociągów. Nareszcie około godziny 23 dotarliśmy do hostelu by rano spakować rzeczy i już wymeldowani udać się jeszcze raz pod katedrę Doumo. Tym razem naszym celem miał być dach, podobno bardzo malowniczy. To miało być nasze luxury life dla mniej zamożnych.

Obudziłem się lekko skacowany, spakowaliśmy się poprzedzając nasze wyjście czterema espresso macchiato byłem gotów do pomachania Mediolanowi na dowidzenia. Jak wspomniałem, mieliśmy się udać na dach Katedry Doumo. Bilety zakupione online, ustawiamy się w kolejce jako jedni z pierwszych, co może pójść nie tak.Otóż  wszystko. Gdy selekcjonerzy, władcy świata, strażnicy królestwa, otwierają wrota ich prywatnych włości, okazuje się, że bilet online trzeba wymienić na papierowy w miejscu kupowania biletu. Ktoś mi wyjaśni teraz jaki ma sens zakup biletu online?????, na którym widnieje QR-code. Dla tych co latają, jest oczywiste, że QR-code jest załatwieniem wszystkich problemów, tak cywilizowany świat funkcjonuje. Nie w Mediolanie. Nieuprzejme makarony, grzecznie każą nam się stąd wynosić, za nami 400 metrów ludzi. Po po-marudzeniu pozwalają nam wejść znów w to samo miejsce kolejki, a Ania ma na tyle szczęścia omijając kolejną przy kasie biletowej i za 20 minut jesteśmy znów w tym samym miejscu. UWAGA UWAGA Do przeprowadzenia jest najprymitywniejsza kontrola zawartości plecaka jaką można sobie tylko wyobrazić. To jest: Stolik na trzech nogach wielkości dłoni, 3 bardzo mało rozgarniętych musollinistów oraz biedna Włoszka, ofiara faszyzmu, która przegląda moją bieliznę, Jak wspominałem wcześniej, wymeldowaliśmy się z hostelu, miałem przy sobie wszystko, szczoteczka, pasta gacie skarpety, bombę c4.

Nie, bomby nie miałem, ale reakcja na statyw była zgoła podobna. Drugi raz opuszczam kolejkę, idę odnieść statyw w jakieś sensowne miejsce, próbuje przekupić „kierownika” pod McDonaldem, ale on na cholerę mnie nie rozumie, macha głową na tak, zostawiam statyw za gaśnicą w McDonald wracam do kolejki, następuje ta przykra sytuacja przeglądania mojej bielizny, a pan życia i śmierci wykorzystuje resztki swojej znikomej władzy. Byłem bliski puszczenia pawia na to wszystko. Przez kolejne pół godziny nie chce mi się nic zupełnie, siadam gdzieś w cieniu jeszcze przed wejściem na dach i delektuje się bólem głowy. Po 20 minutach docieram na dach i o wszystkim zaraz zapominam, bo budowla ta jest tak zwariowana, że łatwo o reszcie świata zapomnieć.

IMG_5109.jpg
Dach katedry

IMG_5069.jpg

IMG_5050.jpg
Mediolan z Dachu Katedry
IMG_5102.jpg
Mediolan

Spędzamy tutaj długą chwilę, następnie udajemy się na śniadanie mistrzów do restauracji na przeciwko dachu, ale na tej samej wysokości. A kto zabroni żyć biednym jak bogacze. Śniadanie i aperitif są wykwintne – jak i rachunek 😀 . Ale czy wszystko co robimy w życiu musi być rozsądne?

Mój statyw dostał nóg, jeszcze wpadam do supermarketu po zapas kawy na 4 miesiące i jesteśmy popołudniu na lotnisku. Kontrolowany jestem znów jako przemytnik kokainy, ale z 15 torebkami kawy, nie spodziewałem się niczego innego. Pośmialiśmy się, że dużo towaru mam przy sobie i jestem puszczony dalej. Wysiadamy w Monachium, ja mam podjechać jedną stację s-bahnem. Nie mogę za cholerę znaleźć swojej stacji  by kupić bilet. Dobra, to tylko jedna stacja. Wsiadamy do s-bahna, mija minuta, a ja zauważam, jakiegoś turka w zielonej kurtce i plecakiem DB – Deutsche Bahn. Pytam się Ani – co on robi. O kurwa – to kontroler biletów. Co ja mam z tymi cholernymi kontrolami w ten czas. Ciśnienie skacze mi na 700, szybko decyduje się przejść jak najdalej od niego. Zatrzymuję się przy ostatnich możliwych drzwiach. Nie patrząc zupełnie gdzie indziej, czekam aż się zatrzyma. Czas jak zwykle w tych momentach zwalnia. To jedna stacja, trwa to prawie godzinę. Czekam. Drzwi się otwierają, wysiadam rwącym krokiem, orientując się, że miał do mnie jeszcze jakieś 30 metrów. Teraz jeszcze zobaczyć czy nie odholowali mi auta, bo w pośpiechu zaparkowałem na dozwolonym tylko do 24h. Mieli urlop, głupi to ma zawsze szczęście.

Jestem jak zaczarowany po tej podróży. Annę poznałem chwilę przed końcem roku przez naszego wspólnego znajomego. Namówiła mnie, bym przyjechał na nowy rok na skoki, gdy jej się żaliłem, że znajomy z którym się ugadałem na sylwestra, totalnie mnie olał 2 dni przed.Olał to za duże słowo, ja jeszcze czekam na odpowiedź, co z Sylwestrem 2017. Mam szczęście do spotykania na swojej drodze inspirujących osób. Gdy kończę ten tekst Ania jest w Ameryce południowej, a mi zostało kilka tygodni życia.

Wróciłem do domu, rozpakowałem kawy i założyłem bloga, z poczuciem misji, że o takich pomysłach, jak Ani z wyjazdem na Wielkanoc trzeba głośno mówić.

 

A wy, myśleliście o takim pomyśle na Wielkanoc?? Dajcie znać w komentarzach. Pozdrawiam B.Nowak 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *