Cześć wam wszystkim

Wróciłem właśnie z treningu, zrobiłem regeneracyjne 9km po wczorajszej wyprawie w góry. Kilometr przed domem przeszedłem do marszu wpadłem na  ten pomysł, albo raczej do niego wróciłem.

Odpalam obiecany wcześniej na blogu kącik literacki

Nie mam zamiaru pisać o książkach których nie chcę wam polecić, gadamy tylko o dobrych książkach, jeśli uważacie inaczej to znaczy, że z moim gustem jest coś nie tak, a gusta są jak słabe ksiązki.. O nich nie dyskutujemy.. he he he hue. Wybitny żart. Do rzeczy!Tarahumara chia

Zawsze gdy jestem w Polsce i znajdę chwilę, jadę do empiku i wychodzę z niego, jak z wyprzedaży z Lidl, tylko zamiast karpi są książki. Postanowiłem sobie kupić kilka ksiązek o bieganiu. Ta została przeczytana jako jedna z ostatnich, okładki innych były bardziej zachęcające.

Podejrzewam, że jak to czytasz to też biegasz albo coś z tym wspólnego masz. Ile z was mało kontuzję, ilu z was biega z jakimiś bólami, co chwile się zmaga z jakimiś kontuzjami?

Ilu z was co chwilę patrzy za sprzętem, kombinuje czy w tych butach będzie się szybciej biegać, ilu z was nie poszło biegać bo zegarek czy telefon miał akurat 10 procent baterii lub słuchawki się rozładowały??

Ja też. Policzyłem na szybko buty jakie mam. 10 par, jedne w teren, jedne na bieżnie, reszta gdzieś, w różnych okolicznościach zakupione, tylko raz, bo stare się rozpadły.

Christopher McDougall jest też jednym z nas. Zaczął biegać jako dorosły,  40 letni facet, dręczyły go kontuzje, wydawał na lekarzy tysiące dolarów, na buty, specjalne wkładki tysiące dolarów. Nikt nie mógł mu pomóc, wyrok lekarzy brzmiał „Pańskim problemem jest bieganie, nie jest Pan stworzony do biegania” 

Kiedyś usłyszał o biegającym plemieniu, dzikusach, dla których to jest rytuał i środek transportu. I co? I postanowił ich odnaleźć. I mu się udało. Następnie poznał ich kulturę oraz rytuały, by na końcu  zorganizować Wyścig którego świat nie widział i namówił do udziału biegaczy Tarahumara i najlepszych biegaczy świata ultra m.in. Scotta Jurka. 

Teraz może słowo o Tarahumara. 

To plemie zamieszkające pólnocny Meksyk, które znane jest z wytrzymałości biegowej, biegają jednorazowo po 200-300KM do dziś stosują bieganie jako broń do polowań. Jak?

Człowiek jest jedynym stworzeniem, które może równocześnie biec i oddychać, czyli nieustannie dostarczać tlen do mięśni bez potrzeby zatrzymania oraz oddawać temperaturę ciała przez gruczoły potowe. Sarna jest szybsza ale musi robić przerwę na ochłodzenie ciała i zaczerpnięcie tlenu, a jeśli nie damy jej odpocząć, to następny kawałek pobiegnie krócej i zatrzyma się szybciej. Jak się jest wystarczająco upartym, będzie obiad.

Ta metoda nazywana jest polowaniem uporczywym. Biegamy tak długo, aż zwierzyna się zasapie i wyzionie ducha. Ile to trwa? 3 do 5 godzin? Co to dla nich. Zamieszkują oni kanion miedziany na północy Meksyku, w głąb którego jest się ciężko dostać, a co dopiero w nim żyć. Tarahumara jednak to nie przeszkadza Tak samo jak odosobnienie i to, że są tak hermetyczni. Mają swój spokój, kulturę oraz bieganie po górach. To im starcza. Nie chcą bratać się z cywilizowanymi.

Chris, autor książki nie jest w stanie pojąć jak oni są w stanie to robić. Skoro jego kontuzja odzywa sie po 5 kilometrach i do domu nigdy nie dobiega. Jego super buty za 400 dolarów i wkładki za 200 nie są wstanie pomóc. Tarahumara biegają w butach własnej roboty. Stara opona i 3 sznurki by nie zgubić butów. A my patrzymy żeby przy amortyzacji było pięć gwiazdek.

Tarahumara chia

Chris poznaje Cabalo Blanco, białego konia. Człowieka widmo. Jedni mówili, że jest zbiegiem. Drudzy, że to były bokser, który za zabicie człowieka w ringu, postanowił odizolować się od cywilizacji. Jedno się zgadzało, co chwilę go widziano podróżującego pieszo, często tego samego dnia w oddalonych od siebie wioskach o 50 kilometrów. Tu zjawiał się zjeść, tu chwilkę uciął sobie drzemkę. Biały koń to jedyny przyjaciel Tarahumara wśród cywilizowanych. Taki cywilizowany do końca to on też nie jest

Ten, po namowach, po tygodniach poznawania Chrisa, postawia go zabrać ze sobą. Początek jest dość zabawny, Chris zjawia się w wiosce, zostaje poczęstowany limonkami oraz napojem z nasionami Chia nazywanym

ISKIATE

I tu już jest powód by się zastanowić nad metodami tego pelemienia. Robiono badania na sportowcach i okazało się, że Iskiate nie odbiega swoimi właściwościami od naszych drogich izotoników.

Skład jest bardzo prosty: Nasiona Chia, sok z limonki oraz miód. Mieszamy wszystko ze sobą, dosypując nasiona intensywnie mieszając by się nie pokleiły ze sobą. 

Smak? Jest bardzo specyficzny, szczerze mówiąc, za pierwszym razem  na kanwie przeczytanej książki pobiegłem szukać składników, nieco się przeraziłem. Nasiona po kontakcie z wodą zaczynają się rozpuszczać, przypominają taką maź, jakbyśmy wlali oleju do wody. Gdy miałem tego spróbować, nadeszła refleksja: Co ty robisz idioto. Naczytałeś się o dzikusach i teraz jakieś dziwne specyfiki próbujesz. Pierwszy łyk, ze strachem w oczach. Ej, to jest zajebiste!! Iskiate zostało ze mną i teraz też mam w lodówce dzbanek z moim izotonikiem. Z lodówki jest już wybitnie pyszne. A niektórych sklepach można znaleźć też pomieszane z sokiem pomarańczowym, lecz polecam samemu zrobić. 

Tarahumara chia

iskiate2 (1 of 1).jpg

Tarahumara chia iskiate

Wasze zdrowie!

Główną tezą ksiązki jest to, że jesteśmy wszyscy urodzonymi biegaczami, że dzieki temu potrafiliśmy przetrwać jako gatunek. Zróbmy przerwę na fajny cytat i wracamy.

Tarahumara chia iskiate

Jak to się stało, że homosapiens potrafił wyealiminować homo neandetralis. Neandertalczyk, był większy, silniejszy. Wzrost mieliśmy podobny: 1.60-1.70 Ale odpowiednio średnio waga: Mężczyźni 86 kg i Kobiety 66 kg. Przez to byli wolniejsi.

Homosapien przywędrował z Afryki, nie samolotem, nie na stopa ani nie blablacarem. Od zawsze byliśmy w ruchu. Zmieniło się to stosunkowo niedawno. Mój dziadek nigdy nie spędził 5 godzin przy komputerze, rozumiecie o co mi  chodzi. Dziś wysiłek fizyczny jest uważany za coś słabego. Z głową do góry opoiwada o pracy ktoś, kto pracuje w korporacji, kto zakłada koszulę do pracy. A ktoś kto pracuje na budowie… Widzicie?

Mam przykład ze swojego życia. Mam za domem górkę, jako dziecko wchodziłem na nią do 50 razy do obiadu i po obiedzie jeszcze 60, by zjechać na nartach. W gimnazjum wszedłem 2 razy i się zmęczyłem. Jakim cudem!!!!! Jako dzieciaki biegaliśmy godzinami bez myślenia o tym, przyjrzyjcie się dzieciakom. Nadchodzi moment, gdzie zaczynamy się upośledzać, spędzamy więcej czasu przy jakiś pierdołach, bez ruchu. Nie znam dziecka które ma problemy ze stawami, krzyżem, plecami, czy kontuzje kolana.

Odbiegłem nieco od recenzji ksiązki, choć autor prowadzi w niej  podobne dywagacje. Nie chcę wam zdradzać więcej, bo warto jest przeczytać tą książkę.

Czekam na wasze komentarze i zapraszam do dyskusji, co o tym wy sądzicie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *