Podróż solo, Malta, czyli początek cyklu „Poleciałem biegać”

Gdzieś, kiedyś miałem taki pomysł..Byłem przepracowany, w znacznym stopniu miałem dość wszystkiego co się dookoła mnie działo.Wtedy to brzmiało : Spakować walizkę książek, wsiąść w samolot, wylądować w Portugalii, cały tydzień czytać, pić dobre drinki i co pół godziny dla ochłody rzucać się buzią do wody. Parafrazując pewnego rapera „I co? No brzmi pięknie, aż za pięknie” i dokładnie tak ten pomysł potraktowałem… Jeden z tych pomysłów: „to zbyt piękne” Tyle rzeczy musiałbym robić po raz pierwszy.

Znaleźć jakieś miejsce, zdecydować się na nie, zarezerwować hotel, udać się na lotnisko. Okej-pomyślałem-wystarczy. Nie wymieniłem nawet połowy moich argumentów przeciw.

W między czasie przestałem palić papierosy, zacząłem biegać i jest coś w tym bieganiu-muszę przyznać- magicznego… Kiedyś nie mogłem sobie wyobrazić przemieścić się na nogach 10 km, a później okazuje się, że 4 razy w tygodniu przed pracą mogę to zrobić. Na Bawarii już robiło się zimno, a wiedziałem, że gdy wrócę do Polski na święta będzie jeszcze zimniej. A że mam urodziny i przypadkiem zaplanowany ten tydzień wolny w pracy „Polecę biegać” do Maroko, bo tam jest piękne słońce. Z tym, że… „TY DEBILU, A MOŻE BYŚ PASZPORT WYROBIŁ” -to by wiele ułatwiło.

To by było na tyle . Siedzę w środę w pracy, w nocy przeglądam biuro podróży, jest Malta za 290 euro.

Z lotami, hotelem, możliwością płatności PayPal, bo oczywiście coś takiego jak karta kredytowa online banking… Byłem dość analogowy jeśli chodzi o te sprawy. Zaryzykowałem. Po pracy zasnąłem… Zaczynają przychodzić wiadomości na E-mail, wtedy jakby mi się przypomniało , że w sobotę rano mam lecieć i wracam 23 grudnia, a moje 24 urodziny spędzę na Malcie. Jak powiedziałem tak zrobiłem, pojechała ze mną książka Marcina Bruczkowskiego o Japonii, zegarek do biegania i wszystkie rzeczy z tym związane. Jak dobrze, że nie miałem czasu się namyślić czy rozmyślić…

https://www.instagram.com/p/BdtDaAwlrbb/

Nie nudziłem się , byłem sam , czy to możliwe ?

Popełniłem masę błędów przy tym wyjeździe ale dokonała się ważna rzecz . Opuściłem moją Comfort Zone porwałem się na rzeczy nowe nieznane stresujące a lot samolotem… prawie zawału dostałem za pierwszym razem a dziś 4 miesiące później takie to zabawne…

Urodzinowe 25 km na 24 urodziny 🙂

Czemu wreszcie się zdecydowałem ? Wpadłem przypadkowo na kanał na YT Globstory i tam mi przesympatyczna autorka powiedziała, że to jest możliwe , przysięgam sam bym na to nie wpadł. Wszyscy uważają że to dziwne niebezpieczne i szczerze z pewnością siebie u mnie bywało różnie i trochę nie miałem ochoty odpowiadać na dziwne pytania…. To się akurat zmieniło i mam totalny luz z tym , przynajmniej tak mi się wydaje

Są rzeczy do których potrzebujemy impulsu na które sami nawet jak byśmy byli najmądrzejsi nie wpadniemy sami .A podobno nie można nauczyć starego kundla nowych sztuczek 🙂

Z perspektywy cieszę się ogromnie z tego kroku. Już na kolejnych wyjazdach spotkałem masę inspirujących którym się świecą oczy i mają ogrom pasji w sobie..

Będę się cieszyć na komentarze i uwagi oraz zapraszam do kolejnych wpisów

7 komentarzy

  1. Fajny tekst 🙂 Przed wrzuceniem do sieci pamietaj zeby sprawdzic pisownie na przyklad w wordzie, zwielokrotnione kropki i spacje tam gdzie ich nie powinno byc, psuja troche efekt. Ale generalnie super, czekamy na wiecej tekstow 🙂

    Urlich z Bawarii
  2. Pingback: Bezsenność w Tokio - Marcin Bruczkowski - wrażenia po przeczytaniu - Bartpacker

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *