17 Marca

Po wczorajszej nocy wstałem o godzinie 9, szybki prysznic i idę zobaczyć na śniadanie, taka mała kuchnia tyle ludzi. Jakoś nie miałem ochoty się z nimi przeciskać, postanawiam coś zjeść i w piekarni poznaję swoje pierwsze słowo po portugalsku Obrigado! – to znaczy dziękuję!

W plecaku aparat, wcinam jakąś bułkę popijam kawą i zastanawiam się nad planem gry. Zaopatrzyłem się w mapkę z atrakcjami, dziś zwiedzę Lizbonę. Sięgając pamięcią do dnia poprzedniego, kojarzyłem taki pomnik a za nim park, szybko okazuje się, że to Park Edwarda VII. Gdybyście chcieli odpocząć, poleniuchować, świetne miejsce. Z widokiem na morze na miasto. Trzeba troszkę poczłapać w górkę, ale tak jest wszędzie w Lizbonie.

pomnik lizbona.jpg
W drodze do parku Edwarda VII

Zapomniałbym, w międzyczasie zaczyna padać, dość mocno, zakładam kurtkę, do plecaka napadało już sporo, zamykam plecak, przestało. Ta sytuacja powtórzy się miliard razy. Na szczycie parku, spędzam chwilę czasu, pogoda ta nie podoba mi się, łapie wreszcie tego „Zwiedzającego Busa”, który jeździ  po Lizbonie między zabytkami.

IMG_0327

Następną stacją okazuje się być most 25 Kwietnia, wszyscy uczestnicy wycieczki wstają najwyżej jak mogą by zrobić jak najładniejsze zdjęcie, ja wysiadam przy Torre de Belem i kieruje się w stronę pomniku Odkrywców. To prosta droga wzdłuż linii brzegowej, widać wielu biegaczy, którym nie przeszkadza zmienna pogoda, widać wielu turystów z każdego zakątka świata, którzy są za daleko od domu by zostać w hotelach. Kolejka do wieży jest ogromna, daruje sobie. Pomnik Odkrywców jest dla mnie czymś wyjątkowym więc ustawiam się w kolejce.

2pomnik odkrywcow

Pomnik postawiony dla upamiętnienia Wielkich Odkryć XV i XVI wieku. Żałuje w tym momencie, że akurat w tym roku roku nie miałem poprawki w Historii, popisałbym się teraz z pamięci datami odkrycia ameryki, opłynięcia przylądka nadziei czy odkrycia drogi morskiej do Indii (więcej grzechów nie pamiętam). Ja też się czuję odkrywcą, urodziłem się niestety za późno i zostaje mi odkrywać odkryte. Nie w imię ojczyzny, lecz dla siebie. A no i żeby była jasność, tej wyprawy nie sfinansowała Sołtys wsi Jarkowice. Pozdrawiam Cię Kasiu. Tu kolejka jest nieco bardziej łaskawa, ale wejście już nie, chyba że pojedziemy windą. Absolutnie! Cały żart polega na tym że schody są tak szerokie, że tylko na zakrętach można się mijać, mijanie trwa dłużej niż wchodzenie, ale widok na sporą część miasta i most 25 Kwietnia wynagradza czekanie moje.

most.jpg

Portugalczycy to lubią sobie pożyczyć, zobaczcie po prawo od mostu, tam też coś jest. To ma dla mnie jednak więcej związku, bo Brazylia chociaż rozmawia po portugalsku, widzicie już?

jezusek.jpg

Jezusek, tak. Teraz myślę, że powinienem tam pojechać bo w połączeniu z tym w Świebodzinie i w przyszłości w Rio dawałyby niezłe trio. Lecz moje wyznanie, a raczej  brak, zadecydowało, że nie udam się tam. No i nie podobało mi się kopiuj gdzieś i wklej u nas 

saidj.jpg

Fotka na pożegnanie i pognałem w stronę miasta sfotografować tramwaj bo podobno trzeba mieć zdjęcie z tramwajem. Tak mi powiedziała Ania. Dlatego też obiecałem jedno dla niej zrobić. Nie było łatwo, po setkach przebytych metrów trafiłem go. Reszta dnia tak właśnie wyglądała, bezsensowne snucie się po mieście w poszukiwaniu fajnych zdjęć.
tramwaj.jpg

Opowiadałem już wam że w Lizbonie jest dosyć ciasno?

drzwi

Jak myślicie? Gdzie podziało się 26???

Są czasem takie momenty, to był jeden z nich. Już nie potrafiłem być poważny, chodziłem, zaczepiałem ludzi, pytałem o różne rzeczy. Wypogodziło się całkiem przyjemnie na krótki rękawek, a Polska tego dnia została przykryta śniegiem. W tym roku wygrywałem z zimą 2:0. Pierwszy raz w lutym uciekłem do Aten dzień przed ochłodzeniem, śnieżyca zaatakowała dopiero na lotnisku. Cieszyłem się z tego, ale nie miałem planu na przyszły dzień. Nie widziało mi się nic mocno ciekawego w Lizbonie. Miasto jakoś mocno nie przypadło mi do gustu. Ludzie tutaj wydawali się delikatnie smutni. Nie wiem czy to może kwestia pogody. Szczerze, jakbym miał wybrać moją najmniej ulubioną stolicę, to była by to Lizbona. Za brak emocji chyba, bo stylu nie można jej odmówić, jeszcze jedna rzecz. Jest nieco zaniedbana, budynki się psują, chodnika lubi braknąć i nie idzie tutaj biegać. Co chwila za mocno pod górę i za mocno z górki. Czuje, że miałbym tu zakwasy. Wieczorem zjawiłem się w hostelu. Z ambitnym planem wypożyczenia samochodu i wyruszenia poza miasto. A troszkę powiem. Tu się dopiero przygoda zaczęła. Trzymajcie się!

W tym temacie

Lizbona nocą

Przylądek zachodni Cabo de Roca

Niefortunny Road Trip

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *