Jak nie wchodzić na Mount Blanc:Historia prawdziwa

19 Czerwca godzina 15:23

Jest środa siedzę w pracy, godzina do fajrantu. Dzwoni obcy numer. Nie mam sposobności odebrać. Zaraz wiadomość.

-Hej tu Mateusz, jedziesz na Blanca?? Miejsce się zwolniło, o 22 z Monachium.

Oddzwaniam. -Czekan mam dla Ciebie, raki ma Darek. Weź ciepłe ciuchy przewidywalna u góry to -20.

19 Czerwca godzina 23:00

Tym sposobem siedzę 5 godzin później w 9 osobowym busie, który zmierza do Chamonix. W busie również się dowiaduję, że mamy zdobywać górę w stylu, którego ja nie preferuję. Z Chamonix kolejką na Aguille du Midi na 3800 n.p.m i dalej drogą o nazwie 3M na szczyt. No trudno, pomyślałem. Wrócę i zrobię to kiedyś jak facet – z samego dołu.

Jak nie wchodzić na Mount Blanc

20 Czerwca godzina 6:00

Doba, odkąd się obudziłem. Wysiadamy pod kolejką, pakujemy rzeczy i ruszamy w stronę wyciągu. Byłem już tu kiedyś, jechałem już tą kolejką. Pamiętam jak mnie olśniło, jak widziałem ludzi co wychodzili „Mount Blanc Escape” Dwa lata wstecz, z papierosem w gębie. Dziś to ja wychodziłem przez tą lodową jaskinie. Przestało mi przeszkadzać, że w ten sposób wchodzimy na tą górę. Byłem podekscytowany.

b38fa4ba-c762-433f-abe1-cd0f127fcd0d.jpg
Mount Blanc Escape

20 Czerwca godzina 9:00

Z stacji kolejki, mieliśmy przejść do schroniska Cosmiques. 2 km po lodowcu, ładną wydeptaną ścieżka. Zrobiliśmy to niemalże w biegu. Bez przerw dotarliśmy do schroniska. Jak na dobę bez snu i ostatnio zaniedbane regularne treningi. Spoko! Wejście na Mount Blanc w tej formie uznałem za czystą formalność.

20 Czerwca godzina 11:00

W schronisku wszystkich dopadło zmęczenie, Pięciu z nas przyjechało bezpośrednio z Polski. Zarządziliśmy krótką drzemkę i spacer aklimatyzacyjny. Krótka drzemka trwała ok 4 godzin

20 Czerwca godzina 15:00

Obudził mnie ból głowy, ból zatok, oraz mdłości. Ta cholerna klima, pomyślałem. Bus, którym jechaliśmy był istną lodówką, a tego dnia w nocy nie schodziło poniżej 22 stopni. To na pewno ta cholerna klima mnie tak załatwiła. Jak się okazuje, wszyscy czują się podobnie. Zatoki puściły, został okrutny ból w czaszce, jak by to był mój najgorszy kac świata.

Idziemy na ten spacer?? – ktoś zaproponował.

Ja co chwile chodziłem na spacer na taras  i do pomieszczenia… próbując walczyć z mdłościami, które przewracały mój żołądek na drugą stronę. Ubranie raków założenie kurtki oraz zabranie potrzebnych rzeczy, było już na tym etapie rzeczą trudną. Udało się wyjść na świeże powietrze… Jak tu lepiej.

Jak nie wchodzić na Mount Blanc

Poszliśmy na ten spacer aklimatyzacyjny, choć odczucia miałem bardziej, jak by to była „Droga krzyżowa aklimatyzacyjna” Co się ze mną stało???!!!? Marsz po prostej, przyprawiał mnie o zwał serca. Coś ściskało moją głowę. A co 10 minut każda tego dnia przyjęta ciecz, wydostawała tą samą drogą, dając wskazówki na drogę powrotną. O tu kawa, a nie. To może Pepsi. Pokonujemy może 2 km – ledwo dyszę. Plecak mam dużo lżejszy niż na początku. Wysokości wcale nie zyskujemy, umieram. Spacer potrwał 2 godziny, podejście do schroniska ok. 50 m w pionie, to samo po którym weszliśmy z rana nie zauważając go, nagle jest czymś ogromnie wielkim. 5 albo 6 razy musiałem się zatrzymać by złapać oddech. Co się do….. dzieje ze mną??!??

Jak nie wchodzić na Mount Blanc

20 Czerwca godzina 18:00

Wturlałem się do schroniska. Pora kolacji. Była pyszna, wyglądała spoko, a ja próbowałem to jakimś cudem przełknąć. Wydawało się, że jest lepiej. Strasznie mi nie dobrze. Nie minęło 10 minut, wszystko wydostało się na lodowiec. Teraz leże na ławce i zastanawiam się czy nie poprosić kogoś by mnie dobił. Najgorszy kac świata.

-Chłopaki, jak ja się tak dalej będę czuć, nie ma opcji, że gdziekolwiek idę. 3 tabletki przeciwbólowe nic nie pomogły. Leżę i błagam by to się skończyło. Reszta też nafaszerowana wszystkim co się da.

20 Czerwca godzina 19:00

Pobudkę zarządzono o godzinie 1 w nocy. Przed snem dostaje jeszcze coś do rozpuszczenia w wodzie, wypijam. Zasypiam. Poddaje się. Marzę tylko o tym, żeby ktoś mnie stąd zabrał. W głowie szybko afirmuje sobie.

-Zobaczysz, położysz się spać..wstaniesz i nagle wszystko zniknie. Wstaniesz z uśmiechem i zbiegniesz na śniadanie.

Prośba tak nierealna, że aż śmieszna

20 Czerwca godzina 22:00

Budzę się. Nie wierzę w to co widzę. Dzwonnik z Notre Dame, gra jakby na pół etatu w mojej głowie. Czuję błogą wolność od tego bólu, który trzymał moją głowę  w imadle. To są piękne chwilę. Gdzie stan normalny, jest przyjmowany jak błogosławieństwo. Skoro jest 22:00 a wstajemy o godzinie 1 w nocy to mam jeszcze 3 godziny czasu. Żołądek jeszcze daje o sobie znać, ale to już nic w porównaniu z tym co fundowała mi głowa. Szybkie siku i zasypiam znów.

21 Czerwca godzina 01:00

Niewiele się zmieniło. Czułem cudowny spokój i wolność od migreny. Śniadanie przełykam z bólem.

21 Czerwca godzina 02:00

Jak nie wchodzić na Mount Blanc

Zbroimy się. Idzie się o wiele łatwiej niż wczorajszym popołudniem, co nie oznacza, że łatwo. Z tym już nie mogłem nic poradzić. Nie zaaklimatyzowałem się i już prawdopodobnie się nie polepszy. Jesteśmy TURBO wolni. Panuje cudowny chłód, lodowiec jest lekko zmarznięty, co jakiś czas stajemy. Im stromiej, tym częściej.

21 Czerwca godzina 05:00

Ja regularnie odrzucam wszystkie płyny, które przyjmuję. Śniadanie przeleciało mi już dawno przed oczami. Ale nie jest najgorzej. Gdyby mi ktoś obiecał, że tak będzie dziś. Brałbym w ciemno. Im wyżej tym wolniej. Pierwsze 3 godziny nocy mamy bezchmurne niebo. Dochodzimy na 4200. Zaczyna wiać, zaczyna sypać w twarz. Pogoda się załamuję, morale spadają a przystanki na złapanie oddechu pojawiają się niebezpiecznie często. Jedynym, który się przystosował, jest Mateusz, który ciągnie ten peleton do góry. Co chwilę musi się zatrzymywać, bo albo ja, albo Darek sapiemy i nie możemy iść na górę.

Jak nie wchodzić na Mount Blanc

21 Czerwca godzina 6:00

Nadchodzi ten moment. Ja mam coś źle z rakiem, zaczyna mnie cały czas obcierać, czuje że mam odciski na prawej stopie. Zatrzymuję się to poprawić, ale jest za późno. Ból cały czas mi towarzyszy.  2 osoby właśnie zrobiły odwrót. Przerwa na poprawienie buta trwała ok 3 minut. Ruszamy, a ja po 50 metrach nie mam siły dalej iść na przód. To mnie zabiło. 3 minuty na złapanie oddechu, a ja za moment znów potrzebuję przerwy. Dwójka, która zawróciła, nie znajduje się daleko. Odpinam się z liny i biegnę do nich. Tam tworzymy trójkę i toczymy się powoli drogą powrotną. Jak dobrze, że znaczyłem drogę. Teraz wszystko po paru minutach jest zasypane.

Jak nie wchodzić na Mount Blanc

21 Czerwca godzina 6:30

Drogę staramy się odtworzyć z pamięci, na wszelki wypadek mamy ślad, ale pogoda jest tak okrutna, że nikomu nie przychodzi na myśl wyciągać telefon i patrzeć. Wiatr z prędkością 100 na godzinę wieje w twarz. Z góry idzie się nieco lepiej. ale dochodzimy do momentu, gdzie nic nie osłania nas od wiatru. Widoczność jest na ok 5 metrów. Wieje tak, że ciężko ustać na nogach, a drobinki śniegu czuje się jak kamienie na twarzy.

21 Czerwca godzina 7:00

Zgubiliśmy drogę. Przed nami przepaść. Na chwilę się przejaśnia, widzimy że jesteśmy ok 50 metrów w lewo od trasy. Zaczyna tak wiać, że wszyscy 3 kładziemy się i wbijamy czekan w śnieg, odwracając przy tym głowę by śnieg nie masakrował nam twarzy.

WSTAJEMY !!! – krzyczę

Żadnej reakcji – patrzymy na siebie i nic się nie dzieje.

WSTAWAĆ KURWA !!!!! RUSZYĆ DUPĘ DO KURWY NĘDZY. WRACAMY DO PUNKTU GDZIE OSTATNIO KOJARZYLIŚMY DROGĘ!!!

Dalej nic. nie mam pojęcia, czy cokolwiek mogli usłyszeć. Ale zrozumieli wreszcie, że czekanie aż śnieżyca przejdzie nie jest najlepszym rozwiązaniem. Tu w tym momencie miałem myśli, że mogę zginąć. Że jak coś zrobimy źle, to nie wrócimy stąd. W głowie świstało jedno. NIGDZIE NIE PAKUJEMY SIĘ W DÓŁ GDZIE NIE JESTEŚMY PEWNI.

21 Czerwca godzina 07:45

Ruszyliśmy  do góry i jakoś nikt nie narzekał, że ciężko. Nikt nie chciał robić przerw. Instynkt przetrwania to naprawdę zajebista rzecz. Po 6 minutach spotykamy ekipę, która też jest na odwrocie i też szukają drogi w dół. Zaraz przychodzi 6 kolejnych osób i wspólnie schodzimy. Okazało się, że poszliśmy zaledwie kilka metrów w lewo, ale przy tej widoczności starczyło.

To było mocne.

Nastroje w naszej ekipie się poprawiają, mamy ochoty na żarty, a z każdym metrem w dół wymiotuję coraz rzadziej. Idziemy leniwie, nigdzie się nam nie śpieszy. Zaraz dogania nas reszta, która zarządziła odwrót 20 minut po nas i na tarczy wracamy do schroniska. Ale czy aby na pewno… Nie czułem się źle. Nie byłem przygnębiony, że mnie wreszcie jakaś góra przegoniła. Czuliśmy się szczęśliwi, że żyjemy. Byliśmy z siebie dumni, że nie zrobiliśmy jakieś głupoty. Mówią że góry uczą pokory. To była lekcja pokory. Przez oczami miałem siebie, leżącego z sinymi ustami, lub takiego za bryłką lodu rodem z Worms Armagedon

freeez.pngByłem cholernie szczęśliwy, że żyję. Dalej wymiotowałem co jakiś czas. Droga do kolejki była istną męczarnia, ale byłem bezpieczny. Zjechaliśmy kolejną w dół. Po godzinie na dole zapomniałem o wszystkich dolegliwościach. Nagle miałem znów dwa płuca, a nie skrawek jednego. Dowiedziałem się tym razem, jak nie zdobywać 4 tysiączników. Jak radzić sobie w takich warunkach. Dowiedziałem się co to jest choroba wysokościowa, i czym się objawia brak aklimatyzacji. Było warto! Pozdro dla całej ekipy i dzięki za tą możliwość. Nigdy jakoś specjalnie o Mount Blanc nie marzyłem, to teraz pałam  do niego chęcią zemsty. Miej się na baczności. Teraz już wiem jak nie wchodzić na Mount Blanc 

a2f6aa47-2a0b-4ca9-87e4-8b31bd63861d.jpg

Jeśli ktoś pragnie napisać, jakie to było nieprofesjonalne i nieodpowiedzialne, niechaj to zrobi. Mam tego świadomość. Tekst powstał po to by pokazać na przykładzie jaki może mieć konsekwencje lekceważenie aklimatyzacji. Słyszałem o tym sporo lecz i tak do mnie nie docierało, dopiero przekonanie się na własnej skórze. Męczarnia, którą odbyłem dała mi do zastanowienia. Jak cierpi ktoś na masochizm to śmiało, ale nie jest to uczucie, które polecam komukolwiek.

 

Do przeczytania!

 

4 komentarze

  1. Bartek, nie znajduje kulturalnych słów by skomentować waszą wycieczkę.
    Całość przypominać wspomnienia kogoś kto przesadził z alkoholem a potem pił jeszcze więcej alkoholu i …..cały czas opisywał swoje reakcje.
    Coś w stylu: opiszę wam jak się schlałem..
    Łał bym was pałami bo niestety między innymi przez takich ………… jak wy potem panuje taka a nie inna opinia o Polakach

    Grzesiek
    1. Szanuję, pisząc to spodziewalem sie co mnie czeka. Faktem jest, ze jeśli wybije taki pomysl jednej osobie z glowy, to nie interesuje mnie jak mnie Pan nazwie i jak mocną pogarde do mnie żywi, czasu nie cofne a szczerze przyznam sie że absolutnie bym tego nie zrobil. Zamiast mi ubliżać w internecie powienien Pan podziekowac, że znalazlem w sobie na tyle odwagi, by na pisac prawde, ktora nie jest zbyt kolorwa. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *